środa, 19 listopada 2014

Tęsknota mnie zżera...

No dobrze. Zżerała. Wróciłam i czuję się jak emigrant po powrocie do ojczyzny. Nie będę się wdawała w szczegóły, napiszę tylko, że było źle. W ciąży na szczęście nadal jestem :-)) Stan fizyczny powolutku się poprawia, choć psychicznie mam doła stulecia. Głównie ryczę dlatego, że na nic nie mam siły. Dobrze, minie, przyjdzie poczekać, ale minie... A tyle planów było i wszystko wzięło w łeb. Ech...
Mam nadzieję, że nie obraziliście się na mnie całkowicie? Będę szczera - przez ponad dwa tygodnie nie tknęłam komputera. Nic nie obiecuję, nic nie dodam, bo cholera wie, jak będzie w najbliższym czasie. Kolejną część Onego postaram się dodać jutro, wieczorkiem, tak po 21. Dlatego wieczorem, bo skończyła nam się umowa z neostradą i korzystam z neta w telefonie małżonka. 
Zajrzę jeszcze w komentarze i znikam. Pocztę zostawię na jutro.
Buziaki i dobrej nocy!!!

PS. Jakby się trafiła znów dłuższa przerwa, to wybaczcie. Wrócę na pewno, jedynie może to nieco dłużej potrwać.
 

sobota, 1 listopada 2014

On (VIII)

Aż musiałam sobie przypomnieć, w którym momencie skończyłam :-)  Na razie mało erotycznie, bo przyznam, że na samą myśl o seksie też mnie mdli. Ależ się porobiło...

Link do części VII - klik

         On VIII
– Wstawaj śpiochu! – obudził go wesoły, kobiecy głos. – Brrr! Ależ tu zimno!
Orina w pośpiechu roznieciła ogień w kominku i chuchając w zziębnięte dłonie, wyprostowała się. Zdążyła się ubrać, ale brakowało jej porannej kąpieli. O zwykłym myciu zębów nie wspominając.
– Zabraliśmy ze sobą torbę pełną broni, a żadnego mydła czy innych kosmetyków.
– Bez tego da się przeżyć.
– A wiesz? Bez broni też zazwyczaj da się przeżyć.
– To nie mnie ścigają.
Miał rację. Zawstydziła się swojej zrzędliwości, zwłaszcza, że mężczyzna wstał z wyraźnym trudem. Cicho syknął, wciągając przez głowę sweter.
– Dorian, w porządku? – spytała zaniepokojona.
– Tak.
– Wiem że marudzę, ale napiłabym się kawy. Ciepłej, aromatycznej kawy. I zjadła ogromną, ociekającą majonezem kanapkę – rozmarzyła się, otulając się ramionami.
– Później.
– Jakbym nie wiedziała – mruknęła. – Motor odpada. Spójrz za okno.

piątek, 31 października 2014

Pożegnanie złośnicy VI

Witajcie ponownie, po długiej, długiej nieobecności. Powoli dochodzę do siebie, a odnośnie ostatnich dni powiem jedynie - co przeżyjemy, to nasze. Dzidzia ma się dobrze, ja również coraz lepiej, mdli mnie nadal, ale cała reszta sensacji plus obezwładniająca słabość i wściekłe zawroty głowy, zniknęły. Prawie. Jest znośnie, zaczynam funkcjonować w miarę normalnie. Trochę się boję, bo coś za szybko mi przeszło, ale na razie wszystko jest w porządku. Chyba panikuję na zapas.
Dodam od siebie, że gdybym wiedziała, że tak ta impreza będzie u mnie wyglądała, to chyba nigdy w życiu bym się nie zgodziła...
Dziwnie się dziś poczułam klikając w klawiaturę. Normalnie - detoks :-)))
Kontynuujemy to, co rozpoczęte. Szczerze mówiąc poprawiałam tekst dziś po południu, rycząc jak bóbr. Powodu nie miałam, aż tak straszny nie jest, więc to chyba hormony ;-)

Link do części V - klik 

            Pożegnanie złośnicy VI
Chciała się wyrwać, uciec, ale on był szybszy, silniejszy. Objął ją i przyciągnął, drugą ręką odgarnął mokre kosmyki z twarzy. A ona nie zaprotestowała, unieruchomiona dziwną bezsilnością, czymś, co zapierało dech w piersiach i sprawiało, że zniknęła niechęć, a w zamian pojawiło się słodkie, omdlewająco rozkoszne uczucie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Przynajmniej nie pamiętała, by tak było.
– Tato! – Nad ich głowami rozległ się głośny, donośny wrzask. Konrad drgnął, w myślach recytując całą wiązankę przekleństw. Że też musieli mu przerwać w takim momencie. Joanna spojrzała w górę, po czym energicznie wyrwała się z jego objęć i zniknęła we wnętrzu domu. Cholera! A on się tak najarał, chociażby na szybki numerek. Zupełnie zapomniał o trójce dzieciaków, które z pewnością przyglądały się całej scenie z góry.
Jednak w sumie dobrze się stało. Wpakowałby się w prawdziwe kłopoty. Baba odzyska pamięć i oskarży go o molestowanie seksualne. Nie powinien dawać jej dodatkowych powodów. Wystarczy tych, które już sam jej dostarczył, aranżując tę całą sytuację. Machnął ręką i bez pośpiechu udał się na górę.
W przeciwieństwie do Joanny, niezbyt długo roztrząsał całe to zajście. Za to ona, zamknięta w łazience, drżącymi dłońmi chaotycznie gładziła gorące policzki. Czy ten mężczyzna rzucił na nią urok? Przecież nie czuła do niego cienia sympatii, a tu nagle coś takiego! Westchnęła. Dlaczego nie pamięta nic ze swojego życia? Nic, kompletnie nic. Owszem, lekarz powiedział, że jej amnezja nie ma podstaw medycznych i w każdej chwili może minąć, lecz mimo wszystko czuła jakby błądziła we mgle. Jedynym oparciem był Konrad, ale to właśnie się jej nie spodobało.
Lekceważył ją. Traktował z pobłażliwością jak przewrażliwioną, głupiutką żoneczkę. Nie czuła się głupiutka. Za to jak najbardziej zaniedbana. Po raz kolejny pojawiło się pytanie, jak mogła do tego dopuścić?
Joanna wyprostowała się, wstając i spoglądając w przybrudzoną taflę lustra.
Kimkolwiek była, koniec z tym. Ma szansę zacząć wszystko od nowa. Wszystko. A zacznie od rewolucji w szafie.
Uśmiechnęła się przewrotnie do swojego odbicia i sięgnęła po szczoteczkę do zębów. Zapowiadał się niezwykle interesujący dzień.

poniedziałek, 20 października 2014

Prośba o radę

Będzie bardzo nie na temat, ale z pewnością niektórzy podzielą się ze mną doświadczeniem. Owszem buszowałam po necie, lecz sposobów znalazłam tysiąc i jeden. 
Dobrze, przechodzę do rzeczy. Mdli mnie. Cholernie mnie mdli. 24h na dobę. Bez wymiotów, bez zawrotów głowy, ale mdli. Od dwóch tygodni snuję się niczym cień, wyłącznie w trybie awaryjnym, doszło do tego, że mi bielizny czystej zabrakło... Nie mam siły na nic, o pisaniu nie wspomnę. Żołądek boli do potęgi, podobnie jak podczas grypy żołądkowej, a jeśli chodzi o zapachy, to spokojnie mogłabym się zatrudnić jako pies tropiący w policji. 
Nie wchodzi nic poza krakersami, suchym pieczywkiem, colą i ryżem. A ja mam taką ochotę na kawałek soczystego mięska. Ech...
W poprzedniej ciąży pomagała zwykła herbatka z imbirem. Teraz nie przełknę nawet łyka herbatki, a czując imbir od razu mam odruch wymiotny. 
Napiszcie jak Wy radziłyście sobie z mdłościami, takimi bez wymiotów, ale dokuczliwymi, nękającymi Was przez całą dobę. Czytałam o jakiś bransoletkach, mieszankach herbatek, krakersach (faktycznie, po nich nie jest najgorzej), coli (też działa cuda), zamrożonych owocach. Wiem, że na każdego działa coś innego, ale spokojnie, mam masę czasu, wypróbuję każdą metodę... 

czwartek, 16 października 2014

Ciemniejsza strona księżyca (IX) - zakończenie

Link do części VIII - klik

        Ciemniejsza strona księżyca (IX)
– Wiem, co powinnam uczynić. – Katja wypowiedziała te słowa szeptem. – Ale nie wiem, czy potrafię. Wszystko wydaje się takie proste, takie łatwe… Jednak gdy tylko cię spotykam, moje ciało zaczyna decydować za mnie.
– A dokładnie, co to oznacza? – Zack przykucnął, unosząc głowę. Coraz bardziej przypominał tego, który był jego drugą naturą.
Co miała mu powiedzieć? To, że na samą myśl o nim, robiła się mokra w najbardziej intymnym miejscu? A może to, że jego członek dostarczył jej nieziemskiej, niespotykanej dotąd rozkoszy? I że wciąż chciała więcej… Pomimo wyrzutów sumienia, pomimo wstrętu, nadal pragnęła więcej.
– To skomplikowane. Nawet nie przypuszczasz jak bardzo.
– Dosyć tego! – warknął Łowca. I raptem znieruchomiał, zahipnotyzowany spojrzeniem oczu kobiety.
– Wracaj do chaty – powiedziała miękko. Musnęła dłonią jego kark, przesunęła opuszkami po otwartych do krzyku ustach. Rzuciła czar, a on nie mógł zrobić nic innego, jak wypełnić jej wolę. Kiedy zniknął w mroku lasu, odwróciła się do patrzącego na to wszystko z satysfakcją wilkołaka. Nie potrzebowała już Łowcy. Teraz realizował swój własny plan.
– A jednak… Już myślałem, że się na tobie zawiodę.