niedziela, 28 grudnia 2014

Kilka słów ode mnie

Komentarzy uzbierało się całe mnóstwo, a ja mam limitowanego neta - na razie skończył się raj z neostradą, ale chyba do niego wrócimy. Zwłaszcza przeklinałam wczoraj, gdy usiłowałam opublikować post i wciąż wyświetlał się komunikat "wystąpił błąd, ble ble ble". Dziś to samo, ale w końcu pokrążyłam z komórką po domu i złapałam zasięg :-) Niektórych starszych (październikowych) komentarzy może brakować, bo próbując je akceptować przez komórkę, coś tam pokręciłam i wykasowałam.
Za życzenia dziękuję, za słowa otuchy także. Przyznam jednak, że na razie dobry humor to dla mnie czysta abstrakcja, czuję się jak przekłuty balonik. Gdyby nie moja córcia, to pewnie większość czasu spędzałabym w łóżku, oglądając kryminały. Przy pierwszej ciąży miałam fioła na punkcie filmów katastroficznych, zwłaszcza dokumentalnych, teraz mnie ciągnie w kierunku krwawych zbrodni... Bez komentarza. 
Wcale nie przytyłam nadprogramowo, chodzę na spacerki i takie tam inne, a jednak jak wejdę jednym ciągiem z piwnicy na piętro to dyszę jak stara babcia. Największy ubaw jest podczas seksu, ale mój ukochany i tak nie narzeka, bo przez dwa miesiące mdliło mnie na samą myśl o seksie, teraz i tak jest znacznie lepiej :-)  Pewnie i z tego powodu ciężko było mi zasiąść do pisania, bo jak snuć fantazje na temat czegoś, co wywołuje mdłości? To nawet było zabawne...
Co do tych badań prenatalnych - wśród znajomych słyszałam wiele niepochlebnych opinii, zwłaszcza dotyczących części biochemicznej (badania krwi). Po kiego ja w ogóle na nie poszłam? No tak, mój ginekolog dał mi skierowanie. Coś tam bredził, że nie mam się martwić wynikami, bo przeważnie wychodzą złe, ale łatwo mu mówić. Już wole kontynuować to wszystko niż żyć w niepewności do czerwca. Zwłaszcza, że z ręką na sercu przyznam, nie mam siły na żadne komplikacje, po prostu nie mam.
Ogólnie powiem - nie liczcie na moją zbytnią aktywność na blogu. Przynajmniej na razie. Jak coś się zmieni (bo musi się zmienić!) od razu umieszczę radosny post i zacznę publikować kolejne teksty z prędkością karabinu maszynowego :-D
Na razie jednak wracam do kolejnego odcinka NCIS. Ciekawe czy ich starczy do końca mojej ciąży? ;-) Dziś cały dzień zamierzam spędzić w łóżeczku, bo dopadło mnie w końcu pierwsze przeziębienie. Nawiasem mówiąc - na gardło najlepsza jest gencjana. Chyba tak to się pisze? Wypędzlować patyczkiem i po kłopocie. Żaden inny preparat się nie umywa. Wypróbowałam na sobie i jestem zachwycona. Mam kaszel, katar, była i temperaturka, ale nie gardło - swoją drogą pierwszy symptom choroby w moim organizmie.
W każdym bądź razie pozdrawiam Was cieplutko, wracam pod pierzynkę i mam nadzieję, że uda mi się przygotować jakiś tekst na Sylwestra czy Nowy Rok.
Do "zobaczenia" przy kolejnym tekście na blogu!
Babeczka

PS. Facebook wciąż leży odłogiem, poczta również, jak ktoś pisał do mnie w tych dwóch miejscach, to proszę o wybaczenie, odezwę się w późniejszym czasie.

sobota, 27 grudnia 2014

Tylko śniegu nie brak (II)


Czuła przyjemne ciepło, rozchodzące się po całym ciele, docierające do koniuszków zziębniętych palców. Z zamkniętymi oczyma, delektowała się smakiem i zapachem aromatycznej herbaty, której pełen kubek trzymała teraz w skostniałych z zimna dłoniach.
Słyszała wesoły, pełen zaciekawienia głos Szymka, poważny, a jednak lekko rozbawiony Marcina i po raz kolejny zadała sobie pytanie czy dobrze zrobiła? Niesłusznie, bo przecież tak naprawdę jaki miała wybór? Spędzić noc na dworcu? Poprosić o pomoc Ewelinę? Wrócić do własnego mieszkania? Wybrała chyba najmniejsze zło, choć czuła się przy tym zmieszana i zakłopotana. Nie znała tego mężczyzny, nic o nim nie wiedziała. Zaledwie kilka minut temu dowiedziała się jak ma na imię. A chwilę potem znalazła się w jego mieszkaniu, troskliwie opatulona kocem, potraktowana z czułością, której tak długo nie zaznała. W momencie, gdy delikatnie pogładził kciukiem jej policzek, upchnęła w najdalszy kąt swej duszy wszelkie obawy, cały strach, chcąc chociaż przez moment poczuć się bezpiecznie.
- Zjesz coś? – Z zamyślenia wyrwał ją głos Marcina. Stał tuż obok, patrząc na nią z troską pomieszaną z zachwytem. Czasami tylko marszczył z niezadowoleniem brwi, gdy jego wzrok spoczywał na sporym siniaku, widniejącym na jej twarzy.

czwartek, 25 grudnia 2014

Tylko śniegu nie brak (I)


Marcin siedział w wygodnym fotelu, popijając kawę i czytając poranną prasę. Całkiem zadowolony z życia, z tego jak wyglądał i wszystkiego, co dotąd osiągnął. W planach na popołudnie miał duże, doskonale płatne zlecenie, a w godzinach wieczornych wystrzałową randkę. W końcu musi korzystać z przyjemności, bo wkrótce zamierzał się ustatkować. Na razie jednak brakowało mu odpowiedniej kandydatki.
Z przyjemnością popił aromatyczny napój, gdy usłyszał ciche skrzypnięcie krzesła. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu siedział przy stoliku kawiarni, znajdującej się w dużym i ruchliwym centrum handlowym, gdyby nie wrażenie, że ktoś bacznie go obserwuje. Odłożył gazetę i spojrzał prosto w ogromne, dziecięce oczy. Należały do pięcio, może sześcioletniego chłopca, który zajął miejsce naprzeciwko, z powagą się w niego wpatrując.
Zdziwiony a na dodatek lekko zmieszany Marcin, dyskretnie rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu matki malucha. Czy mógł jednak w tym przelewającym się tłumie cokolwiek dostrzec? Nadchodziły święta. Radosne, głośne więc ludzie masowo przybywali do takich miejsc, by zakosztować sklepowego, świątecznego szaleństwa.
Marcin odchrząknął i złożył gazetę. Może wystarczy zapytać?
– Gdzie twoja mama i tata brzdącu?
Chłopiec uśmiechnął się szeroko, ale wcale nie wyglądał na zmartwionego zaistniałą sytuacją.
– Tata został w domu – oświadczył zwięźle. – A mama mnie zgubiła.

środa, 24 grudnia 2014

Życzenia

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzę Wam
pogody ducha
zdrowia,
oraz
nade wszystko miłości!
No i maksymalnego obżarstwa ;-)

PS. Tylko śniegu brak...

A teraz kilka słów ode mnie. Nie zapomniałam o blogu, nie porzuciłam pisania. Powiedzmy, że moja obecna sytuacja, a zwłaszcza stan psychiczny nie wpływa zbytnio inspirująco. Stan psychiczny jest ściśle związany z czymś takim jak badania prenatalne, do których podeszłam totalnie na luzie. Mój dobry humor skończył się w momencie odebrania wyników. Na razie przede mną szereg dodatkowych badań, choć byłam niedawno u specjalisty, który nieco mnie pocieszył. Pożyjemy, zobaczymy...
Mam dla Was jedno opowiadanko świąteczne. Dam je w dwóch częściach, jedną jutro, drugą pojutrze, kto chce przeczyta wszystko hurtem. Jest prościutkie, mało erotyczne, także idealnie współgra ze stanem mego ducha.

środa, 19 listopada 2014

Tęsknota mnie zżera...

No dobrze. Zżerała. Wróciłam i czuję się jak emigrant po powrocie do ojczyzny. Nie będę się wdawała w szczegóły, napiszę tylko, że było źle. W ciąży na szczęście nadal jestem :-)) Stan fizyczny powolutku się poprawia, choć psychicznie mam doła stulecia. Głównie ryczę dlatego, że na nic nie mam siły. Dobrze, minie, przyjdzie poczekać, ale minie... A tyle planów było i wszystko wzięło w łeb. Ech...
Mam nadzieję, że nie obraziliście się na mnie całkowicie? Będę szczera - przez ponad dwa tygodnie nie tknęłam komputera. Nic nie obiecuję, nic nie dodam, bo cholera wie, jak będzie w najbliższym czasie. Kolejną część Onego postaram się dodać jutro, wieczorkiem, tak po 21. Dlatego wieczorem, bo skończyła nam się umowa z neostradą i korzystam z neta w telefonie małżonka. 
Zajrzę jeszcze w komentarze i znikam. Pocztę zostawię na jutro.
Buziaki i dobrej nocy!!!

PS. Jakby się trafiła znów dłuższa przerwa, to wybaczcie. Wrócę na pewno, jedynie może to nieco dłużej potrwać.