sobota, 14 lutego 2015

Echo (I)

Witajcie!!! Część pierwsza z dwóch, za długo więc nie będę Was torturować koniecznością oczekiwania na rozwój akcji. Z okazji walentynek, ponieważ jesteście moją platoniczna miłością ;-) chcę Wam życzyć spełnienia najskrytszych marzeń oraz satysfakcji z życia osobistego! O udanym, upojnym i szalonym seksie nie wspominając...
Jestem w mocno melancholijnym nastroju, a mówiąc dosadniej - nieco zdechła, co pewnie daje się zauważyć :-)

           Echo (I)
– No i dlaczego on tak grymasi? – warczałam poirytowana, nerwowo latając po całym pokoju. Radek siedział, a w zasadzie leżał na fotelu, z jedną nogą przewieszoną przez oparcie, ze znudzoną miną zajadając kolejne przywiędłe jabłko.
– Prezentujesz skrajny pesymizm – powiedział tylko, z apetytem wgryzając się w biały miąższ. – Facet się waha, bo jesteś zbyt agresywna.
– Bzdura! Jestem wyjątkowo łagodna i spokojna! – oświadczyłam z lekka urażona. - Też mi przyjaciel! Po której niby jesteś stronie?
– Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską – zręcznie uchylił się przed poduszką, którą w niego rzuciłam. – I wciąż mam nadzieję, że kiedyś cię zaliczę…

poniedziałek, 9 lutego 2015

Pożegnanie złośnicy VII

Zgodnie z obietnicą, kolejna część. Dodam tylko, że dużo ich już nie zostało :-) 

Link do części VI - klik 

            Pożegnanie złośnicy (VII)
Przebudzenie nastąpiło bardzo gwałtownie.
Przez dłuższą chwilę nie mogła niczego rozpoznać w panujących ciemnościach, ale kiedy wnętrze pokoju rozświetlił zimny blask oślepiającego światła, a nad jej głową przetoczył się głośny huk, od razu wszystko zrozumiała. Konrad wspominał o burzy dzisiejszej nocy. Nie sądziła jednak, że będzie tak gwałtowna. To był istny Armagedon! Ogłuszający hałas, coraz jaśniejsze i częstsze błyski. Dziwne, że obudziła się tak późno.
Chwilę potem Joanna zrozumiała, że burza jest z pewnością jedną z rzeczy, których nie cierpi. I których się boi. Pisnęła, chowając głowę pod kołdrę i zaciskając z całej siły powieki, ale niewiele to pomogło. A kiedy wyraźnie dało się słyszeć uderzenie gdzieś w niezbyt dalekiej odległości, zerwała się z kanapy i bez namysłu pobiegła do sypialni.
Kolejny jasny błysk rozświetlił świat, a w jego blasku ujrzała smacznie pochrapującego Konrada. Leżał na prawej połowie łóżka, na plecach, z rozrzuconymi ramionami i kołdrą zaplątaną między uda. W zasadzie to nie powinna była…
Huk i Joanna z piskiem wylądowała na łóżku obok śpiącego mężczyzny. Swoją drogą, jak on tak mógł? Nie przeszkadzał mu ten hałas? A dzieci? Także spały? No tak, całkiem zapomniała, że chłopcy nocowali dzisiejszej nocy u kolegi mieszkającego w pobliskiej wiosce. Biedactwa, rozczuliła się. Chyba nic im nie będzie? Zaraz jednak troskę zastąpiła panika: dławiąca w gardle, powodująca szalone bicie serca i budząca prawdziwy strach. Drżącą dłoń położyła na ramieniu Konrada i delikatnie nim potrząsnęła. Zero efektu. Użyła więc nieco więcej siły, ale mężczyzna jedynie głośniej chrapnął. Nie zdążyła zareagować, bo gdzieś całkiem niedaleko uderzył piorun. Ogłuszający hałas przetoczył się przez okolicę, a Joanna wrzasnęła i jednym susem znalazła się na Konradzie, a bardziej konkretnie na jego brzuchu. Tym razem to poczuł. Jęknął przejmująco i otworzył oczy, zastanawiając się, co u diabła się stało? W blasku kolejnej błyskawicy jego wzrok padł wprost na rozczochraną głowę półnagiej kobiety, o oczach rozszerzonych strachem.

niedziela, 8 lutego 2015

Witajcie

Witajcie po bardzo długiej przerwie ;-) Od razu dodam, że kolejnej na razie nie planuję, chyba że w czerwcu, gdy pojadę rodzić :-D Potem niestety znów może być różnie... 
Co planuję? Pokończyć rozpoczęte opowiadania, dać coś ekstra na walentynki, troszkę nadrobić zaległości. Pocztę już załatwiłam, bo skasowałam przez pomyłkę wszystkie najnowsze maile, więc nie czujcie się urażeni brakiem odpowiedzi. Czytelniczkę, która przesłała pomysł na opowiadanie bardzo proszę, by zrobiła to jeszcze raz, o ile może. Na fejsie nie logowałam się już wieki... Komentarze leżące odłogiem, pojawią się sukcesywnie, bo niektóre to czysty spam, więc muszę to wszystko przejrzeć i zaakceptować. 
Zaczynamy jutro, od kontynuacji Złośnicy.
Jeszcze wyrażę swoje zdanie na temat testów prenatalnych, a zwłaszcza tak zwanego testu podwójnego, głównego powodu mego maksymalnie psychicznego doła przez ostatnie dwa miesiące. Oto one: %#!@#Y!!?><)_+*&^##@!!&* itd. Na tym zakończę temat, a wszystkim przyszłym mamom stanowczo odradzam tego typu badania. Lepiej pójść na dokładne usg genetyczne, albo od razu na amniopunkcję.

I na razie to tyle :-)))

niedziela, 28 grudnia 2014

Kilka słów ode mnie

Komentarzy uzbierało się całe mnóstwo, a ja mam limitowanego neta - na razie skończył się raj z neostradą, ale chyba do niego wrócimy. Zwłaszcza przeklinałam wczoraj, gdy usiłowałam opublikować post i wciąż wyświetlał się komunikat "wystąpił błąd, ble ble ble". Dziś to samo, ale w końcu pokrążyłam z komórką po domu i złapałam zasięg :-) Niektórych starszych (październikowych) komentarzy może brakować, bo próbując je akceptować przez komórkę, coś tam pokręciłam i wykasowałam.
Za życzenia dziękuję, za słowa otuchy także. Przyznam jednak, że na razie dobry humor to dla mnie czysta abstrakcja, czuję się jak przekłuty balonik. Gdyby nie moja córcia, to pewnie większość czasu spędzałabym w łóżku, oglądając kryminały. Przy pierwszej ciąży miałam fioła na punkcie filmów katastroficznych, zwłaszcza dokumentalnych, teraz mnie ciągnie w kierunku krwawych zbrodni... Bez komentarza. 
Wcale nie przytyłam nadprogramowo, chodzę na spacerki i takie tam inne, a jednak jak wejdę jednym ciągiem z piwnicy na piętro to dyszę jak stara babcia. Największy ubaw jest podczas seksu, ale mój ukochany i tak nie narzeka, bo przez dwa miesiące mdliło mnie na samą myśl o seksie, teraz i tak jest znacznie lepiej :-)  Pewnie i z tego powodu ciężko było mi zasiąść do pisania, bo jak snuć fantazje na temat czegoś, co wywołuje mdłości? To nawet było zabawne...
Co do tych badań prenatalnych - wśród znajomych słyszałam wiele niepochlebnych opinii, zwłaszcza dotyczących części biochemicznej (badania krwi). Po kiego ja w ogóle na nie poszłam? No tak, mój ginekolog dał mi skierowanie. Coś tam bredził, że nie mam się martwić wynikami, bo przeważnie wychodzą złe, ale łatwo mu mówić. Już wole kontynuować to wszystko niż żyć w niepewności do czerwca. Zwłaszcza, że z ręką na sercu przyznam, nie mam siły na żadne komplikacje, po prostu nie mam.
Ogólnie powiem - nie liczcie na moją zbytnią aktywność na blogu. Przynajmniej na razie. Jak coś się zmieni (bo musi się zmienić!) od razu umieszczę radosny post i zacznę publikować kolejne teksty z prędkością karabinu maszynowego :-D
Na razie jednak wracam do kolejnego odcinka NCIS. Ciekawe czy ich starczy do końca mojej ciąży? ;-) Dziś cały dzień zamierzam spędzić w łóżeczku, bo dopadło mnie w końcu pierwsze przeziębienie. Nawiasem mówiąc - na gardło najlepsza jest gencjana. Chyba tak to się pisze? Wypędzlować patyczkiem i po kłopocie. Żaden inny preparat się nie umywa. Wypróbowałam na sobie i jestem zachwycona. Mam kaszel, katar, była i temperaturka, ale nie gardło - swoją drogą pierwszy symptom choroby w moim organizmie.
W każdym bądź razie pozdrawiam Was cieplutko, wracam pod pierzynkę i mam nadzieję, że uda mi się przygotować jakiś tekst na Sylwestra czy Nowy Rok.
Do "zobaczenia" przy kolejnym tekście na blogu!
Babeczka

PS. Facebook wciąż leży odłogiem, poczta również, jak ktoś pisał do mnie w tych dwóch miejscach, to proszę o wybaczenie, odezwę się w późniejszym czasie.

sobota, 27 grudnia 2014

Tylko śniegu nie brak (II)


Czuła przyjemne ciepło, rozchodzące się po całym ciele, docierające do koniuszków zziębniętych palców. Z zamkniętymi oczyma, delektowała się smakiem i zapachem aromatycznej herbaty, której pełen kubek trzymała teraz w skostniałych z zimna dłoniach.
Słyszała wesoły, pełen zaciekawienia głos Szymka, poważny, a jednak lekko rozbawiony Marcina i po raz kolejny zadała sobie pytanie czy dobrze zrobiła? Niesłusznie, bo przecież tak naprawdę jaki miała wybór? Spędzić noc na dworcu? Poprosić o pomoc Ewelinę? Wrócić do własnego mieszkania? Wybrała chyba najmniejsze zło, choć czuła się przy tym zmieszana i zakłopotana. Nie znała tego mężczyzny, nic o nim nie wiedziała. Zaledwie kilka minut temu dowiedziała się jak ma na imię. A chwilę potem znalazła się w jego mieszkaniu, troskliwie opatulona kocem, potraktowana z czułością, której tak długo nie zaznała. W momencie, gdy delikatnie pogładził kciukiem jej policzek, upchnęła w najdalszy kąt swej duszy wszelkie obawy, cały strach, chcąc chociaż przez moment poczuć się bezpiecznie.
- Zjesz coś? – Z zamyślenia wyrwał ją głos Marcina. Stał tuż obok, patrząc na nią z troską pomieszaną z zachwytem. Czasami tylko marszczył z niezadowoleniem brwi, gdy jego wzrok spoczywał na sporym siniaku, widniejącym na jej twarzy.