środa, 30 lipca 2014

On (II)

Trochę Was wciągnę w tekst, cobyście z utęsknieniem wyczekiwali kolejnej części. Wredna małpa ze mnie, prawda?

Link co część I - klik 

         On (II)
I nie było, bo wpadła prosto w czyjeś ramiona. Chciała krzyknąć, ale męska dłoń zakryła jej usta i ktoś wyszeptał do ucha:
– Cicho!
To dziwne, ale poznała go po zapachu. Poruszał się szybko i zwinnie, choć zdawała sobie sprawę, że stanowi niemały ciężar. Dygocząc z zimna objęła mężczyznę za szyję i wtuliła się w szeroką pierś. W jej głowie panował prawdziwy chaos, ale skoro raz ją uratował, to chyba teraz nie zabije?
Poza tym, to mogło się wydawać niezwykłe, ale ufała mu. Ta oczywista prawda pojawiła się znikąd i zagnieździła się we wzburzonym umyśle dziewczyny.
Dopiero po chwili dotarło do niej, że ciemność nie stanowiła dla nieznajomego żadnego problemu. Szedł stanowczym krokiem, raz po raz skręcając to w lewo, to w prawo, jakby doskonale widział drogę. Podejrzewała, że mieszkał niedaleko.
W końcu wyłonili się z mroku.
Wąska, obskurna uliczka, nie wyglądała zachęcająco. Domy stały po prawej stronie, po lewej zauważyła nasyp z trakcją kolejową. W oddali światła jednej z głównych tras miasta. Podeszli do niewysokiego budynku. Parter i dwa piętra. Kwadratowy klocek, z odrapanym tynkiem, ciemnymi prostokątami okien, szczelnie zasłoniętymi burymi szmatami, które ciężko było nazwać zasłonami. Ale może wpływ na to miała otaczająca ich ciemność, smutek listopadowej nocy? Wzdrygnęła się, gdy weszli w wąską czeluść bramy. Poczuła odór starego moczu, kwaśny smród taniego alkoholu i smażonego mięsa, które ktoś z mieszkańców przygotował sobie na kolację. Drewniane schody lekko trzeszczały, kiedy nieznajomy wspinał się na samą górę, ani na chwilę nie wypuszczając jej z ramion. Sprawnie poradził sobie z drzwiami, potem posadził ją na czymś miękkim i zapalił światło.

poniedziałek, 28 lipca 2014

On (I)

Od czasu do czasu nudzą mi się te cukierkowe opowiastki o wiecznej miłości. Ile w końcu można rzygać tęczą? Zaraz opublikuję komentarze i zabiorę się za pocztę. Siedzę w pracy, ruch kijowy, pewnie przez pogodę, bo ludzie wolą siedzieć nad jeziorem czy na plaży :-)
Ja na wakacje jadę dopiero 12 sierpnia, oczywiście do Gąsek. Zasięgu tam nie ma, więc przez calutki tydzień będę pozbawiona dostępu do neta :-)))
Oczywiście równolegle będziemy kończyć opowiadanie o wiedźmie i wilkołaku. Mam też prawie gotowy kolejny kawałek Nie umiem, ale Kary nie będzie. Poddałam się na razie, stara wersja wykasowana, a na nową brak natchnienia. Coś ten tekst nie ma szczęścia...

On

opowiadanie erotyczne

Tej nocy wyjątkowo mocno padało.
W taksówce, która zajechała pod parterowy dom na przedmieściach, znajdowało się dwóch pasażerów. Mężczyzna w pośpiechu uregulował rachunek i szybko wysiadł, by rozłożyć parasol nad otuloną w płaszcz kobietą.
Robił to z wyraźną troską, jakby najważniejsze było przede wszystkim jej dobro.
Ten, który obserwował ich skryty w cieniu, skrzywił się nieznacznie.
Miała być jedna osoba. A tymczasem widział dwie. Na dodatek kobieta była w zaawansowanej ciąży.
Przez chwilę rozważał sytuację, po czym nieznacznie wzruszył ramionami.
Nie takie rzeczy się robiło.
Wysunął się zza zasłony i wygodnie rozsiadł na sofie.
Tak, by zauważyli go, gdy tylko wejdą do salonu.
Obok położył naładowaną broń. Pistolet marki atm z przykręconym tłumikiem. W tym wypadku powinno wystarczyć.
Trzasnęły drzwi wejściowe, rozległ się stłumiony szmer rozmowy.

Głupia miłość (XII) - zakończenie

Wasze domowe sposoby na zmęczenie? Przyznam, że choć nie cierpię wizyt u lekarza, to chyba będę musiała się wybrać. Tak całkiem profilaktycznie. W dzień snuję się niczym cień, o dwudziestej padam na łóżko, po czym budzę się po północy, odwalam kawałek tekstu i dalej idę spać. Do pracy na szczęście na dziesiątą, bo na wcześniejszą godzinę chyba musiałabym się tam udać z wyrkiem... Pewnie gdybym nie pisała, to odwalałabym jakąś inną robotę. A jakbym miała szaloną ochotę na sok grejpfrutowy, to wszystko byłoby jasne ;-)

Link do części XI - klik

          Głupia miłość XII
Czas na konfrontację.
Konrad jak zwykle wyglądał szałowo. Ubrany niedbale i elegancko zarazem, władczo obejmował ramieniem…
No właśnie. O mało co, oczy nie wylazły mi z orbit, a zdumienie było tak potężne, że nieinteligentnie otwarłam usta i tak zamarłam.
To była ta jego partnerka?!
O jasny gwint!
Mężczyzna, w którym byłam zakochana, właśnie składał namiętny pocałunek na ustach nadobnego młodzieńca.
Nie! Ja się chyba powieszę? To niby była ta jego wielka miłość?
Wyprysnęłam spod palmy gubiąc po drodze buty, dopadłam Konrada, stanowczym ruchem odsunęłam blond gogusia i chwyciwszy zbója jednego za klapy marynarki, energicznie nim potrząsnęłam.
– Co to niby ma być palancie?! – wysyczałam.
– Wituś – odpowiedział ze spokojem. – Nie podoba ci się?
– To facet!
– Wiem. Jakbym mógł nie zauważyć – dodał z ironią Konrad, wyplątując się z mojego uchwytu. – Masz coś przeciwko?
– Tak – wyrwało mi się ze znacznym potępieniem. – To żart, prawda?
– Nie, skąd. Kochamy się nad życie i pojedziemy do Paryża wziąć ślub.
– Mówiłeś, że ma niezłą twarz i wymiary!
– A nie? Spójrz tylko na niego! Miód malina!

sobota, 26 lipca 2014

Głupia miłość (XI)

Część przedostatnia. Krótka. Urwana w odpowiednim momencie, by podgrzać atmosferę ;-) Część ostatnia jutro, kto chce niech poczeka.

Link do części X - klik

          Głupia miłość XI
I w ten oto sposób, zostałam całkiem sama.
Tomek wyprowadził się, suchym tonem zapewniając, że przez najbliższe trzy miesiące mnie nie wyrzuci i mogę ze spokojem szukać nowego lokum. Na inne tematy nie chciał rozmawiać, zmienił adres mailowy i numer telefonu.
Tak cholernie bolała świadomość krzywdy, jaką mu wyrządziłam. Chyba nawet bardziej niż sama krzywda.
Konrad znów zaczął się ukazywać na okładkach różnorakich pism, z coraz to nowymi zdobyczami. Tylko nie był na nich już tak roześmiany. Raczej ponuro spoglądał w obiektyw aparatu, z goryczą wykrzywiając usta. Ja także, ilekroć taka gazeta trafiała w moje ręce.
Zmieniłam pracę. Na taką całkiem zwyczajną, biurową, gdzie głównym moim problemem było segregowanie różnych papierków i wtykanie ich w odpowiednie przegródki. Nie żeby mi to pasowało. Lecz na jakiś czas miałam dosyć wyuczonego zawodu.
Przerzucałam te papierki, często bezmyślnie gapiąc się przy tym w okno.

wtorek, 22 lipca 2014

Głupia miłość (X)

Trzeba przyznać, że nie chciało przyłożyć mi się do korekty...

Link do części IX - klik

         Głupia miłość X
Wpadłam do dobrze znanego biura i mnie przystopowało. Stałam tak, dysząc żądzą zemsty, pochylona do przodu niczym atakujący byczek, tylko brakowało, żebym mi para z pyska buchała.
Za to Konrad siedział za biurkiem, nad rozłożonymi papierami, popijając kawę i patrząc na mnie z wyraźnym rozbawieniem.
– Co tak późno kochanie? Sądziłem, że zjawisz się wcześniej?
Wygulgotałam coś obraźliwego i rzuciłam w niego tym, co miałam w ręku. Czyli torebką. Zręcznie się uchylił, dając nura pod biurko.
– No co? – zerknął znad krawędzi i powoli wstał. – Mówiłem, że cię kocham.
Podeszłam bliżej. Nie wyglądał na przejętego. Jakby moja wściekłość nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Chwyciłam go za klapy marynarki i energicznie przyciągnęłam.
– Otruję cię cyjankiem padalcu jeden! – wysyczałam. – Albo wypchnę za okno!
– Poczekasz chwilę? – spytał i bezczelnie się roześmiał. – Chciałbym dokończyć kawę.
Nieoczekiwanie nawet dla samej siebie, rozpłakałam się. Stałam tak, wczepiona w jego ubranie, łykając coraz obfitsze łzy.
Bo właśnie uświadomiłam sobie, jak bardzo się stęskniłam przez ten tydzień.
Tego chyba się nie spodziewał. Od razu spoważniał.
– Aduś! No co ty! Czy to naprawdę takie straszne, że się w tobie zakochałem?
– Chcesz mnie przelecieć, a nie…
– Nie – przerwał mi gwałtownie. Kciukiem podniósł podbródek i teraz patrzyłam prosto w jego oczy. – Znaczy się tak. To również. Ale dlaczego nie wierzysz, kiedy mówię, że cię kocham?
Zaskoczył mnie. Tak bardzo, że na moment przestałam szlochać i zagapiłam się w niego baranim wzrokiem.
– Ty mnie?!
– Tak. Od samego początku założyłaś, że kłamię. Nie rozumiem dlaczego?
– Tak? – nagle odzyskałam rezon. – To wrzuć w sieć swoje nazwisko i poczytaj. Zakochujesz się średnio dwa razy na tydzień.
– To w większości były jednorazowe randki – odparł zniecierpliwiony. – Nie wykraczam poza normę.
– Akurat! – prychnęłam. Trzeba jednak przyznać, że czułam się nieoczekiwanie dobrze w jego objęciach. – Jesteś grubo ponad nią. Poza tym chyba wspomniałam, że nie zamierzam zdradzać swojego narzeczonego?