wtorek, 7 kwietnia 2015

Pożegnanie złośnicy (VIII)

Odliczam dni. Dosłownie. Całość w rozsypce, nawet nie wiem, do którego szpitala pojadę. Dziś rozpoczeliśmy reorganizację lokum mieszkalnego, bo trzeba znaleźć miejsce na łóżeczko dla małego ;-)))  Akurat w pracy mały remont, więc mam odrobinę czasu, również na bloga.
Byłam pewna, że wyłączyłam moderację komentarzy, a tu psikus, jednak nie i uzbierało ich się ponad 200. Zaczęłam od pozycji spam i stwierdzam, że jednak chyba dobrze, bo reklamy angielskich blogów, z produktami na porost włosów, to niekoniecznie linki, jakie chciałabym widzieć na moim blogu :-) Zaśmiecanie nie sprzyja pozycji w googlach, więc moderację utrzymam. Co do publikacji tych zaległych komentarzy... Przy moim obecnym tempie to potrwa wieki :D
Prośba do tych czytelniczek, które są zorientowane w temacie - czy miałyście może silne, niespodziewane kołatanie serca, połączone z mocnymi dusznościami i problemami z oddychaniem? Niepokoić się słabo czy mocno, wpływem tych zjawisk na komfort porodu? O ile w ogóle o jakimkolwiek komforcie można mówić...
Spóźnionych życzeń świątecznych nie składam, wstyd mi, ale trudno, przeżyję. Wy również :))) Musiałabym odwiedzić facebooka, ale zapomniałam hasła... Szkoda słów ;-)

Link do części VII - klik

            Pożegnanie złośnicy (VIII)
Poranek był przepiękny. Na idealnie niebieskim niebie nie widać było ani jednej, najmniejszej chociaż chmurki, a słońce kładło złociste cienie na wciąż mokrą trawę i soczyście zielone liście drzew.
Joanna stała w otwartych drzwiach, w roztargnieniu podziwiając otaczający ją przepych przyrody i jednocześnie zastanawiając się, gdzie się podział Konrad oraz nocni goście. Owszem, zaspała, ale przecież ósma rano to wcale nie tak późna pora. W końcu wzruszyła ramionami i pomaszerowała do kuchni, by przygotować sobie kubek pobudzającej kawy. Zamiast się ubrać i przystąpić do pracy, rozłożyła koc na rozklekotanym fotelu, który stał na werandzie, chłonąc wszystkim zmysłami piękno dzisiejszego dnia. Po całej nocy opadów, przyroda jakby ożyła, choć nadal było gorąco i duszno. Nie zastanawiała się nad tym długo, bo co innego zaprzątało jej myśli. Wspomnienie tych kilku minut, gdy miała szaloną ochotę się z nim kochać, stanowiło jednocześnie źródło zakłopotania, jak i rozczarowania. Samą sobą, tym że tak szybko uległa i tym, że zakończenie było tak raptowne i nieoczekiwane. Poza tym wcale nie spała, gdy Konrad wrócił. Udawała. Uspokoiła swój oddech, zamknęła oczy i błagała w duchu, by się tego nie domyślił. Poszło łatwiej niż przypuszczała.
W jaskrawym świetle poranka, w samotności, pośród ciszy, która sama w sobie była specyficzną odmiana melodii, rozumiała jeszcze mniej. Gdyby tylko mogła odzyskać wspomnienia. Wtedy wszystko stałoby się o wiele łatwiejsze. Wytężyła umysł, szukając w nim jakiegokolwiek śladu dawnego życia. Nic z tego. Pamiętała rodziców, pierwszy rok na studiach, ale nic poza tym. To było frustrujące, a zapewnienia Konrada, że amnezja może minąć w każdej chwili wcale ją nie pocieszyły.
– Gdybym chociaż pamiętała czy go kocham – westchnęła, dopijając kawę. – Chociaż z drugiej strony jak wytrzymałabym z takim facetem, jeśli nic do niego bym nie czuła?

poniedziałek, 30 marca 2015

Echo (III)

Za oknem tak wieje, że mam wrażenie jakbym była nad morzem :-) Tym razem nie bezsenna noc, ale poranek. 

Link do części II - klik

           Echo III
– Dlaczego chcesz zasłaniać tak piękny widok? – spytał tęsknie, zdejmując jednocześnie przemoczoną marynarkę.
– Przestań się wygłupiać. Ona w końcu tu zajrzy.
– Ona?
– Radek! – sama sięgnęłam po szlafrok. – Dobrze, przepraszam, niezręczna sytuacja, ale nic nie mówiłeś, że chcecie spędzić ten wieczór tutaj – mruknęłam, zawiązując pasek.
– Bo nie chciałem – powiedział cicho, patrząc na mnie z namysłem.
– Rozumiem, zmieniłeś zdanie. Głupio wyszło, wracasz do domu z kobietą swych marzeń, a w wannie naga ja. Będziesz miał przez to problemy? – spytałam zaniepokojona, zastanawiając się jednocześnie, jak najszybciej uciec do własnego lokum.
Radek nie odpowiedział, tylko wstał i bardzo delikatnie odgarnął kosmyk włosów z mojego zarumienionego, mokrego policzka.
– Natalia – zaczął cichym głosem. Nigdy się tak do mnie nie zwracał. Moje zdenerwowanie osiągnęło apogeum. To koniec, pewnie każe mi się wyprowadzić. Nie oszukujmy się, w końcu musiał nadjeść ten moment. – Jak możesz być jednocześnie tak inteligentna, i tak głupia?
– Dasz mi chociaż z dwa miesiące wypowiedzenia? – spytałam żałośnie. – Nie tak łatwo będzie znaleźć coś nowego.
– Wypowiedzenia?!

czwartek, 19 marca 2015

Echo (II)

Mówią, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami... Mają rację. To tyle a propos kulawych wpisów, długiej nieobecności i ogólnego zaniedbania bloga.
Od razu dodam, że z dzidzią wszystko dobrze, będzie chłopak :-) małżonek szaleje ze szczęścia, przy czym oboje z córcią toczą walki o imię. Za to jak widać kondycja mamusi nie jest najlepsza, stado zmartwień jak czarne kruki krąży nad moją głową i nijak nie da się ich przepędzić. Tym razem są to bardzo przyziemne, finansowe kłopoty, które jednak potrafią człowiekowi odebrać chęć do działań i zepsuć nastrój. Bardzo skutecznie dodam.
Dlatego więcej nic nie obiecuję, nic nie planuję, bo teraz już wiem, że zawiodę. Same chęci to nie wszystko. Spędzam sporo czasu przed kompem, ale głównie jest to związane z pracą oraz celem zarobkowym. Na bloga nie starcza sił (niewygodna pozycja) oraz czasu. Mam tylko nadzieję, że to minie...

Link do części I - klik

            Echo II
Milczałam podczas drogi powrotnej. W dole brzucha czułam nieprzyjemny ucisk, w ustach gorycz porażki. Radek również milczał, choć wkurzająca była już sama jego mina. Najwyraźniej świetnie się bawił, a moje publiczne upokorzenie przed główną nieprzyjaciółką oraz niedoszłym chłopakiem, sprawiało mu satysfakcję.
Do awantury doszło, gdy wysiedliśmy przed domem. Radek zapłacił taksówkarzowi, po czym bez pośpiechu zaczął szukać klucza. Ja stałam w bezruchu, godnie nadęta, wpatrzona w jeden punkt.
– Kluseczko…
– Czego? – warknęłam niezbyt uprzejmie. Wcale nie chciałam wyładowywać swej frustracji na jego osobie, ale przysięgłam, że nie zdołam się powstrzymać, jeśli usłyszę jakąś głupią uwagę.
– Osobiście uważam, że wiele nie straciłaś – oznajmił optymistycznie, po czym szarmancko otworzył przede mną drzwi.
– Pewnie. Nadobna Gosieńka ma mnie teraz za oszalałą z samotności desperatkę, oko na ciebie… Och! – jęknęłam, wplatając dłonie we włosy. – Po co plotłam te bzdury o wielkiej miłości i rychłym ślubie? Nie mogłam pobawić się w grę domysłów? Nie mogłeś mnie powstrzymać?
– Miałem być szaleńczo zakochany, ślepo zauroczony i tak dalej. Poza tym przyhamowałem cię, gdy chciałaś się rzucić na tego biedaka.
– Biedaka?! – ryknęłam, gwałtownie się odwracając.- Biedaka?!
– No i mogę się z tobą ożenić, jeśli chcesz – dodał beztrosko. – Wyślesz jej zaproszenie, a mnie zapłacisz w naturze.
– Kretyn!
– Marudzisz babo. To czysto handlowy układ.

sobota, 14 lutego 2015

Echo (I)

Witajcie!!! Część pierwsza z dwóch, za długo więc nie będę Was torturować koniecznością oczekiwania na rozwój akcji. Z okazji walentynek, ponieważ jesteście moją platoniczna miłością ;-) chcę Wam życzyć spełnienia najskrytszych marzeń oraz satysfakcji z życia osobistego! O udanym, upojnym i szalonym seksie nie wspominając...
Jestem w mocno melancholijnym nastroju, a mówiąc dosadniej - nieco zdechła, co pewnie daje się zauważyć :-)

           Echo (I)
– No i dlaczego on tak grymasi? – warczałam poirytowana, nerwowo latając po całym pokoju. Radek siedział, a w zasadzie leżał na fotelu, z jedną nogą przewieszoną przez oparcie, ze znudzoną miną zajadając kolejne przywiędłe jabłko.
– Prezentujesz skrajny pesymizm – powiedział tylko, z apetytem wgryzając się w biały miąższ. – Facet się waha, bo jesteś zbyt agresywna.
– Bzdura! Jestem wyjątkowo łagodna i spokojna! – oświadczyłam z lekka urażona. - Też mi przyjaciel! Po której niby jesteś stronie?
– Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską – zręcznie uchylił się przed poduszką, którą w niego rzuciłam. – I wciąż mam nadzieję, że kiedyś cię zaliczę…

poniedziałek, 9 lutego 2015

Pożegnanie złośnicy VII

Zgodnie z obietnicą, kolejna część. Dodam tylko, że dużo ich już nie zostało :-) 

Link do części VI - klik 

            Pożegnanie złośnicy (VII)
Przebudzenie nastąpiło bardzo gwałtownie.
Przez dłuższą chwilę nie mogła niczego rozpoznać w panujących ciemnościach, ale kiedy wnętrze pokoju rozświetlił zimny blask oślepiającego światła, a nad jej głową przetoczył się głośny huk, od razu wszystko zrozumiała. Konrad wspominał o burzy dzisiejszej nocy. Nie sądziła jednak, że będzie tak gwałtowna. To był istny Armagedon! Ogłuszający hałas, coraz jaśniejsze i częstsze błyski. Dziwne, że obudziła się tak późno.
Chwilę potem Joanna zrozumiała, że burza jest z pewnością jedną z rzeczy, których nie cierpi. I których się boi. Pisnęła, chowając głowę pod kołdrę i zaciskając z całej siły powieki, ale niewiele to pomogło. A kiedy wyraźnie dało się słyszeć uderzenie gdzieś w niezbyt dalekiej odległości, zerwała się z kanapy i bez namysłu pobiegła do sypialni.
Kolejny jasny błysk rozświetlił świat, a w jego blasku ujrzała smacznie pochrapującego Konrada. Leżał na prawej połowie łóżka, na plecach, z rozrzuconymi ramionami i kołdrą zaplątaną między uda. W zasadzie to nie powinna była…
Huk i Joanna z piskiem wylądowała na łóżku obok śpiącego mężczyzny. Swoją drogą, jak on tak mógł? Nie przeszkadzał mu ten hałas? A dzieci? Także spały? No tak, całkiem zapomniała, że chłopcy nocowali dzisiejszej nocy u kolegi mieszkającego w pobliskiej wiosce. Biedactwa, rozczuliła się. Chyba nic im nie będzie? Zaraz jednak troskę zastąpiła panika: dławiąca w gardle, powodująca szalone bicie serca i budząca prawdziwy strach. Drżącą dłoń położyła na ramieniu Konrada i delikatnie nim potrząsnęła. Zero efektu. Użyła więc nieco więcej siły, ale mężczyzna jedynie głośniej chrapnął. Nie zdążyła zareagować, bo gdzieś całkiem niedaleko uderzył piorun. Ogłuszający hałas przetoczył się przez okolicę, a Joanna wrzasnęła i jednym susem znalazła się na Konradzie, a bardziej konkretnie na jego brzuchu. Tym razem to poczuł. Jęknął przejmująco i otworzył oczy, zastanawiając się, co u diabła się stało? W blasku kolejnej błyskawicy jego wzrok padł wprost na rozczochraną głowę półnagiej kobiety, o oczach rozszerzonych strachem.