poniedziałek, 20 października 2014

Prośba o radę

Będzie bardzo nie na temat, ale z pewnością niektórzy podzielą się ze mną doświadczeniem. Owszem buszowałam po necie, lecz sposobów znalazłam tysiąc i jeden. 
Dobrze, przechodzę do rzeczy. Mdli mnie. Cholernie mnie mdli. 24h na dobę. Bez wymiotów, bez zawrotów głowy, ale mdli. Od dwóch tygodni snuję się niczym cień, wyłącznie w trybie awaryjnym, doszło do tego, że mi bielizny czystej zabrakło... Nie mam siły na nic, o pisaniu nie wspomnę. Żołądek boli do potęgi, podobnie jak podczas grypy żołądkowej, a jeśli chodzi o zapachy, to spokojnie mogłabym się zatrudnić jako pies tropiący w policji. 
Nie wchodzi nic poza krakersami, suchym pieczywkiem, colą i ryżem. A ja mam taką ochotę na kawałek soczystego mięska. Ech...
W poprzedniej ciąży pomagała zwykła herbatka z imbirem. Teraz nie przełknę nawet łyka herbatki, a czując imbir od razu mam odruch wymiotny. 
Napiszcie jak Wy radziłyście sobie z mdłościami, takimi bez wymiotów, ale dokuczliwymi, nękającymi Was przez całą dobę. Czytałam o jakiś bransoletkach, mieszankach herbatek, krakersach (faktycznie, po nich nie jest najgorzej), coli (też działa cuda), zamrożonych owocach. Wiem, że na każdego działa coś innego, ale spokojnie, mam masę czasu, wypróbuję każdą metodę... 

czwartek, 16 października 2014

Ciemniejsza strona księżyca (IX) - zakończenie

Link do części VIII - klik

        Ciemniejsza strona księżyca (IX)
– Wiem, co powinnam uczynić. – Katja wypowiedziała te słowa szeptem. – Ale nie wiem, czy potrafię. Wszystko wydaje się takie proste, takie łatwe… Jednak gdy tylko cię spotykam, moje ciało zaczyna decydować za mnie.
– A dokładnie, co to oznacza? – Zack przykucnął, unosząc głowę. Coraz bardziej przypominał tego, który był jego drugą naturą.
Co miała mu powiedzieć? To, że na samą myśl o nim, robiła się mokra w najbardziej intymnym miejscu? A może to, że jego członek dostarczył jej nieziemskiej, niespotykanej dotąd rozkoszy? I że wciąż chciała więcej… Pomimo wyrzutów sumienia, pomimo wstrętu, nadal pragnęła więcej.
– To skomplikowane. Nawet nie przypuszczasz jak bardzo.
– Dosyć tego! – warknął Łowca. I raptem znieruchomiał, zahipnotyzowany spojrzeniem oczu kobiety.
– Wracaj do chaty – powiedziała miękko. Musnęła dłonią jego kark, przesunęła opuszkami po otwartych do krzyku ustach. Rzuciła czar, a on nie mógł zrobić nic innego, jak wypełnić jej wolę. Kiedy zniknął w mroku lasu, odwróciła się do patrzącego na to wszystko z satysfakcją wilkołaka. Nie potrzebowała już Łowcy. Teraz realizował swój własny plan.
– A jednak… Już myślałem, że się na tobie zawiodę.

środa, 15 października 2014

Ciemniejsza strona księżyca (VIII)

Jutro część ostatnia. Przyznam się Wam szczerze, że nie lubię tego opowiadania. Chciałam aby było inne i jest inne. Nie moje. Przynajmniej tak czuję. Jedynie scena seksu w wilkami się udała, reszta jest taka... taka... bezjajowa moim zdaniem. Chciałam je poprawić, ale nie wiem w jaki sposób. Więc zostawiłam w niezmienionej formie :-)

          Ciemniejsza strona księżyca (VIII)
Leżała na plecach, wpatrzona w niebo pełne gwiazd. Leżała w ciszy, rozmyślając o całym swym dotychczasowym życiu. Czuła ogromne zmęczenie. Nie fizyczne, lecz psychiczne. Była zniechęcona, brakowało jej i energii, i pomysłów, które chciałaby realizować. Najchętniej wsiadłaby na motor, uciekając stąd. Ale to nie rozwiązałoby problemów, a jedynie odsunęłoby je w czasie.
Wyciągnęła dłoń w górę i przymykając prawe oko, połączyła drobne, skrzące się zimną bielą punkciki na nieboskłonie. Robiła to w skupieniu, starając się odsunąć od siebie dręczące myśli, zapomnieć o wszelkich kłopotach. Nie udało się. Uśmiechnęła się z żalem. Nigdy się nie uda.
– Nie wiedzieliśmy gdzie jesteś – rozległ się tuż obok cichy głos Łowcy. Usiadł obok, a po chwili namysłu położył, również wpatrując się w niebo. – Czytasz przyszłość z gwiazd?
– No co ty – roześmiała się. – Wierzysz w takie bzdury?
– Znałem staruszkę, co całkiem trafnie przepowiadała przyszłość.
– Jedną z jej wersji. Nic poza tym.
– Dziwny pogląd jak na czarownicę.
– Dziwny? Całkiem normalny według mnie.

poniedziałek, 13 października 2014

Nowy post co środę

Nowe posty będą się ukazywały co środę. Na razie jeden raz w tygodniu, a jak mój organizm przestanie szaleć, a umysł wróci do właściwej mu równowagi (patrz: przestanę się tępo wpatrywać w sufit), to z pewnością wrócimy do dwóch, trzech postów tygodniowo. Na razie, co w ciąży raczej jest niezwykłe, schudłam. Mdli mnie po wszystkim, nawet po cholernej herbatce, ulgowo przechodzi jedynie woda i czerstwe pieczywko. Na szczęście w nieszczęściu, tylko mnie mdli ;-)
Na razie tylko tyle, bo zwlokę się z kanapy i pójdę dopełnić domowych obowiązków. Ble! Jak ja ich nie cierpię...

piątek, 10 października 2014

Pożegnanie złośnicy (V)

To dziś się z Wami podzielę małym sekretem. Zresztą, podejrzewałam to od dawna, ale liczą się fakty, patrz dwie kreski na teściku. Oczywiście jestem w ciąży :-) Sam fakt mnie cieszy, ale czuję się za przeproszeniem h...! Non stop bym spała, czasami głowa mi się kiwa przy prowadzeniu samochodu, wszystko mnie boli, a mdli do potęgi. Najchętniej spędzam czas w bezruchu, leżąc na lewym boku, wpatrując się tępo w ścianę. Ja nie wiem, za pierwszym razem było bez problemów, jedynie pod koniec sapałam niczym miech kowalski, a teraz takie przeboje... Ciężko mi zasiąść przed kompem i pisać, powiem szczerze, że wszystkie dodatkowe zajęcia ograniczyłam do minimum. Uzyskany w ten sposób czas przeznaczyłam na spanie :-))) Mam nadzieję, że jak już mi minie, to wrócę do przynajmniej trzech postów na tydzień. Z pewnością zorientujecie się, kiedy ten fakt nastąpi ;-D

Aha. Następny post z opowiadaniem o wilkołakach. Zresztą, tam niedaleko do końca, może nawet pokuszę się o zakończenie tego cyklu do końca przyszłego tygodnia. Nic nie obiecuję, jedynie delikatnie i jakby mimochodem oznajmiam.

Link do części IV -klik 

             Pożegnanie złośnicy (V)
Po czym piastując w objęciach cały swój dobytek, godnie odmaszerowała do domu. Na placu boju został lekko skonfundowany Konrad, drapiąc się w zamyśleniu po nieogolonym podbródku. Niezupełnie tak to sobie wyobrażał. Sądził, że pani dziekan jeszcze długo będzie zdradzała objawy szoku, a tymczasem ona energicznie zabrała się do roboty. Może zdąży wypucować cały dom i uporządkować ogród, zanim odzyska pamięć? To byłoby nawet niezłe, darmowa siła robocza, a na dodatek wcale nie najgorsza kucharka. Zadowolony z wniosków, do których doszedł, postanowił udać się na górę, by naradzić się z chłopcami. Nie, stanowczo samo sprzątanie oraz gotowanie nie wystarczy.
Tymczasem Joanna układając odzież na równiutkie i staranne kopczyki, obmyślała zemstę. Co za cham! Dla niego i tej bandy darmozjadów, którzy właśnie pojawili się w kuchni była jedynie służącą. Sprzątaczką, praczką i kucharką w jednym. No, sądząc z ilości dzieci, pan i władca z pewnością zaszczycał ją czasami chęcią na szybki numerek. Zarumieniła się po raz kolejny przeganiając niebezpieczne myśli. Żadne takie! Nie znalazła jakiejkolwiek biżuterii, odzież miała okropną, a kosmetyki… Szkoda mówić. Jeden krem, szare mydło, szczoteczka i połamany grzebień. Ten facet w ogóle nie dbał o nią jako o żonę. Jak mogła mu na to pozwolić?
Z furią zatrzasnęła szafę, a potem spojrzała na wiszące obok lustro. Trzeba jednak przyznać, że ten widok wcale nie poprawił jej humoru.