niedziela, 1 maja 2016

Rozmowa (IV)

Pozytywnej energii przy pisaniu dostarczyła Melanie Farmer w piosence "City of love" :-) 

Słówko na temat narracji w pierwszej osobie rodzaju męskiego - na myśl przychodzi mi jedynie Aidan z "Aż do końca świata". 

link do części III - klik

            Rozmowa (IV) 
Nadia nic nie powiedziała, tylko nagle odwróciła głowę. Teraz z uporem wpatrywała się w pustą ścianę, ale przed oczyma wciąż miała ten wspaniały widok. Na wpół stwardniały członek, ogromny, gruby, poprzecinany wyraźnie rysującymi się pod cienką skórą żyłkami. Jak on śmiał?! Przecież mógł zdjąć tę cholerną skarpetkę!
– Już usiadłem, możesz przestać udawać cnotkę.
– Nic nie udaję. Nie uważasz, że to niewłaściwe paradować tak przed obcą kobietą ze sterczącym… – uczyniła nieokreślony ruch. – No wiesz…
– Jaką tam obcą.
Ostrożnie zerknęła w jego kierunku.
– Powinnam zabrać twój płaszcz i zamknąć się w łazience – mruknęła.
– Nie przesadzaj. – Jego beztroski, pełen rozbawienia ton był piekielnie wkurzający. – Gramy dalej? Mam do stracenia jedynie skarpetkę.
– Kończymy – oświadczyła stanowczo. Nie miała zamiaru kusić losu.
– Boisz się, że ogołocę cię z ostatniej sztuki odzieży?
– Tak. I co z tego? Postaw się w mojej sytuacji: zamknięta z lubieżnym draniem, o którym wcale nie mam najlepszego zdania, na dodatek porządnie wstawionym i nagim. Nie będę dolewać oliwy do ognia. – Zgarnęła karty i ułożyła z nich równiutki stosik. Nadal jednak wolała nie spoglądać w oczy Filipa. Konsekwentnie unikała jego wzroku, chociaż zdawała sobie sprawę, że było to tchórzostwo. Powinna mówić te słowa, śmiało patrząc mu prosto w twarz.

sobota, 30 kwietnia 2016

Tylko na słówko

Hurtem na komentarze :-) Musicie mi wybaczyć, wiem że "w każdym bądź razie" jest niepoprawne, ale to moja pięta achillesowa. Jak piszę, to zapominam. Jak czytam, to czasami zdarza mi się poprawić, czasami nie. Zupełnie jak z pamiętnym "wzorkiem" zamiast "wzroku".
Kontynuacji "Czasu poświęconego zemście" nie będzie, Bastian to interesujący bohater, ale nie widzę powodu, aby dopisywać coś ponadto. 
Za mną nieprzespana noc, Mały ma tak koszmarny katar, że nawet pić z piersi nie może. Dzień będzie pewnie nie lepszy. Na szczęście mam na jutro nowy kawałek "Rozmowy" chociaż będzie trochę krótki.
Zakatarzone buziaki
Babeczka

czwartek, 28 kwietnia 2016

Głupstwo (IX) kontynuacja

Opanował mnie ostatnio konsumpcjonizm w najczystszej postaci. Nie zważając na stan zdrowia, udałam się do pobliskiej galerii handlowej i po godzinie z niesmakiem stwierdziłam, że większość rzeczy, które chciałam kupić, będę musiała zamówić przez internet. Dlaczego? Bo w sklepach, choć wydaje się, że są przeładowane towarem, wybór tak naprawdę jest niewielki. Nędzny. I wszystko na jedno kopyto. Buty, torebki, ciuchy... A ja tak lubię pomacać sobie kupowany towar ;-)

link do części VIII - klik 

         Głupstwo (IX) kontynuacja
Sama sobie się dziwię, że się na to zgodziłam. Stałam teraz przed lustrem, krygując się i mizdrząc, zastanawiając czy i tym razem nie ubrać nieśmiertelnych gaci poporodowych. Chociaż… Konrada nie odstraszyły, więc Karola pewnie też nie zniechęcą. O ile oczywiście do czegokolwiek by doszło. W tym momencie poczułam wyrzuty sumienia, bo zełgałam Konradowi, że dziś nie mogę się spotkać. Nieładnie. Przysiadłam na skraju łóżka, zamyślając się. Potem z głośnym westchnieniem sięgnęłam po telefon. Nie chciałam kłamać, bo sama najlepiej wiedziałam, jak takie kłamstwa bolą. Zaczęłam pisać esemesa i nagle przerwałam. Brutalna prawda też bywa bolesna, pomyślałam niechętnie. Pal licho, gdyby przypadkiem się wydało, wytłumaczę mu, że było to nieplanowane.
– Jesteś gotowa? – Dorka wciąż była na mnie wściekła. Dobitnie wytłumaczyła mi, kim według niej jest Karol i co powinnam zrobić. Ale była jeszcze Marysia, tajemnica, której nie zdołałam zachować. Pozostało zadać sobie pytanie czy robiłam to ze względu na nią, czy też żywiłam jakąś głupią nadzieję, że wszystko można naprawić, a Karol dozna nagłego olśnienia, zakochując się bez pamięci.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozmowa (III)

Całe szczęście, że mam spory kawał tego tekstu już napisany. Dopadło mnie to przeziębienie i za nic nie chce puścić :( No i jeszcze Mały zaczął chodzić. Coś czuję, że roczek przedrepta na dwóch nóżkach :))) Aha. Postaram się na poniedziałek lub wtorek przygotować Głupstwo.

link do części II -klik

           Rozmowa (II)
Mijały minuty. Filip udawał, że przysnął, Nadia najpierw patrzyła na zawieruchę za oknem, potem coraz częściej na niego. W jej sercu zagościł nieoczekiwany żal. Było w tym mężczyźnie coś, co ją pociągało, coś, czemu nie potrafiła się oprzeć. Nonszalancja w zachowaniu, niezwykła pewność siebie granicząca z egoizmem, lekkie podejście do tak poważnych spraw. Może nawet zbyt lekkie, pomyślała kwaśno.
Filip otworzył jedno oko, zerkając na nią z autentycznym rozbawieniem.
– To jak? Skorzystasz z propozycji?
– Nie.
– Mały uparciuszek z ciebie.
– Co tak łagodnie? Nie stać cię na więcej? Gdy ostatnim razem się widzieliśmy, nazwałeś mnie cycatą zdzirą.
– Podbiłaś mi oko – oświadczył beztrosko. – I przyznaj, już wtedy byłaś cycata.
– Zasłużyłeś. I tak, przyznaję, już wtedy byłam cycata – dodała zgryźliwym tonem. – Chociaż nie aż tak jak teraz.
– Niech zgadnę. Podwójne d?
– Nieco więcej – mruknęła dyplomatycznie.
– Ech… Rozpięłabyś górę kiecki, byłoby coś więcej widać. Dlaczego nosisz się jak zakonnica?
– A konkretnie co przez to rozumiesz? Że nie paraduję z gołym zadkiem i biustem na wierzchu?
– Daj spokój. Zapięłaś sukienkę do ostatniego guzika. I jest za długa. Nie musi być jak mini, wystarczyłoby, gdyby nie sięgała kolan.
– Mnie odpowiada. Jakbyś nie zauważył, pracuję w szkole, a to do czegoś zobowiązuje.
– Nie boli cię czasem głowa? – zainteresował się gwałtownie.
– Dlaczego pytasz? – zmarszczyła czoło, nieco zdezorientowana nagłą zmianą tematu.
– Bo ta aureola wygląda na nieco przyciasną.
– Zabawne – skrzywiła się. Wypiła już herbatę i prawie zjadła wszystkie herbatniki. Teraz najchętniej by się przespała. Tylko że płaszcz nadal był lekko wilgotny. Bez słowa wstała i zaczęła przeglądać szafki. Filip obserwował ją, pozornie znudzony, lecz dawało się zauważyć jego zaciekawienie. W końcu, gdy z rozmachem otworzyła jedne z drzwiczek, ukazał się za nimi niecodzienny widok.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozmowa (II)

Jak opowiadanie niedzielne, to niedzielne i po północy już musi być dostępne :-) Moja córcia kończyła wczoraj dziewięć lat. Ależ ten czas leci, pędzi, gna na złamanie karku... Panna się z niej robi, a ja już mężowi oświadczyłam, że trzeba zakupić jakąś broń, najlepiej palną. I zaczynam trenować kopanie dołków w ogródku :-))) Jeśli chodzi o moje dzieci, to ja nawet lwica nie jestem, a prawdziwa Godzilla! Wredna, mściwa, pamiętliwa, z pyskiem pełnym zębów oraz kompletem pazurów. Ależ ze mnie będzie jędzowata teściowa ;-)

link do części I - klik 

           Rozmowa (II)
Zarumieniła się zakłopotana. Doskonale wiedziała, co miał na myśli, lecz wcale jej się to nie spodobało. Skoro tak szybko zmienił front godząc się na przymusowe więzienie, to znaczy, że miał plan. Plan dotyczący jej skromnej osoby, plan o stałych podpunktach, gdzie początek to wabienie ofiary, a koniec to jej porzucenie. Gorzej. Pozbycie się niczym niepotrzebnego śmiecia. Na szczęście bardzo dobrze znała jego praktyki, sporo się w końcu naoglądała, a i własne doświadczenie kazało się trzymać z daleka od tego mężczyzny. Dziesięć lat temu był obiektem pożądania każdej dziewczyny ze szkoły, przystojny, znudzony i bogaty. Marzeniem, bożyszczem. Niewiele się zmienił. Ubrany w doskonale skrojony garnitur, pachnący drogą wodą toaletową, pewien siebie i nadal seksowny. Nadal znudzony, zarozumiały i postępujący według tego samego schematu.
– Gdzie pracujesz? – zagadnęła zaciekawiona, delektując się aromatem pitego trunku. Był delikatny, słodki, z wyczuwalna nutą wanilii. Naprawdę niczego sobie. Choć nie lubiła whisky, teraz popijała ją z przyjemnością.
– W biurze.
– Jako?
– Przecież nie sprzątaczka – syknął poirytowany. – Jestem dyrektorem do spraw informatyki.
– To chyba coś bardzo intratnego? Chociaż ty i komputery? Dziwne.
– Bo co? Sądziłaś że całe życie będę kopał piłkę i pocił się na siłowni?
– Coś w tym rodzaju – odparła zamyślona. – Naprawdę pracujesz na stanowisku dyrektora? Nie za młody jesteś?
– Niektórzy mają ambicję, by zarabiać więcej niż średnią krajową – warknął ze złością, po raz kolejny napełniając kubek. Żałował, że ma tylko tę jedną butelkę.
– Chcesz powiedzieć, że ja nie mam, bo pracuję w szkole? – spytała domyślnie. – Tylko że naprawdę lubię tę pracę. Czy wszystko zawsze musi się rozbijać o pieniądze i prestiż?
– Jakbyś nie zauważyła, tak działa ten świat.