piątek, 31 lipca 2015

Pisać, nie pisać? Oto jest pytanie!

       Jedna z czytelniczek napisała w komentarzu, że podobają jej się wszystkie moje opowiadania za wyjątkiem "Głupstwa" i "W moim sercu". Co do pierwszego szybko domyśliłam się dlaczego. Z powodu zakończenia, które z pewnością nie było happy endem. Znalazłam odpowiedni plik, kliknęłam, przeczytałam i koniec... Jak żywa ukazała się w mojej głowie kontynuacja tego opowiadania. Z drugiej jednak strony, żal zepsuć coś niebanalnego. Przy Dżinie, jak niektórzy pamiętają, uległam i napisałam ciąg dalszy. Tutaj nie jestem tego pewna, a jednak moja upojna wyobraźnia nie daje za wygraną. Wystarczy tylko zasiąść przed kompem i pisać, pisać, pisać...
         Drugiego tekstu nie czytam. A nuż i tu podkusi mnie, by coś zmienić?
         ;-D
         A co Wy o tym sądzicie?


środa, 29 lipca 2015

Spadek (II)

Mój Malutki śpi po ataku kolki, a ja jestem tak zmęczona, że nawet nie mogę zasnąć. Poprzednią noc też słabo spałam, ale co zrobić? Poza tym natchnienie mnie pcha do klawiatury, pomysły mnożą się niczym króliki, a w dzień czasu na pisanie mam jak na lekarstwo…
Sorry za opóźnienia z publikacją komentarzy, ale każdy staram się przeczytać i na każdy chciałabym odpowiedzieć, więc dlatego tak długo to trwa. Na razie kolejna część wakacyjnego opowiadania, później biorę się za pocztę i facebooka. Jak już przypomnę sobie hasło do konta :-)

link do części I - klik

Spadek (II) 
Całe popołudnie i wieczór spędziłam zapoznając się z okolicą. Do najbliższego sąsiada miałam ponad kilometr, do wioski ponad trzy. Smętnie pomyślałam, że spacery są zdrowe, bo szkoda mi było autka na drogę pełną dość sporej wielkości dziur Kuba zaproponował rower, ale ja już od dziecka wolałam chodzić niż jeździć. Tak więc praktycznie nie miałam wyboru, bo świeże bułki same się ze sklepu nie będą chciały przynieść.
Rozpakowałam walizki, podziwiając widok z okna. W toalecie pod serduszkiem śmierdziało i dysponowałam tylko jedną, nieco zardzewiałą miską do mycia, ale w pobliżu było jezioro, a przede mną szansa na dużo obiecującą znajomość. Rozpaliłam w starym piecu, co dziwniejsze, potrafiłam to robić, i zaparzyłam cały dzbanek mięty, znalezionej w resztkach tego, co kiedyś zapewne nosiło dumne miano zielnika.

sobota, 25 lipca 2015

Wakacyjna opowieść - Spadek (I)


Wiem że czekacie na kontynuację rozpoczętych tekstów, ale mnie naszła nostalgiczna ochota na snucie wakacyjnej opowieści. Takiej zupełnie prostej, pełnej nadziei oraz zwyczajnych ludzkich pragnień. Dusznych, burzowych wieczorów i ciepłych poranków. Bezkresnych lasów i przejrzystych wód jeziora. No i tej kawy/herbaty w każdej scenie ;-D Zapewne związane jest to z tym, że od osiemnastu lat, prawie co roku, jeżdżę pod namioty do małej miejscowości Silna, znajdującej się niedaleko Pszczewa. Nie urażając nikogo, totalne zadupie, ale do jeziora bardzo blisko (Trzy Tonie - kto chce niech znajdzie sobie na mapie), ludzi niewiele. Piękne okolice, piękne miejsce. Pełne dobrych i złych wspomnień. Lasy, jeziora, małe wioski, urokliwe krajobrazy, cisza i spokój. Wiem, kryptoreklama, ale nie mogłam się powstrzymać ;-) Poniżej fotka tamtejszych okolic o zachodzie słońca, jeziora Trzy Tonie z tajemniczym rybakiem na planie pierwszym oraz Rokitna. Więcej zdjęć na laptopie nie mam.

Kamionna zachód słońca

wtorek, 7 kwietnia 2015

Pożegnanie złośnicy (VIII)

Odliczam dni. Dosłownie. Całość w rozsypce, nawet nie wiem, do którego szpitala pojadę. Dziś rozpoczeliśmy reorganizację lokum mieszkalnego, bo trzeba znaleźć miejsce na łóżeczko dla małego ;-)))  Akurat w pracy mały remont, więc mam odrobinę czasu, również na bloga.
Byłam pewna, że wyłączyłam moderację komentarzy, a tu psikus, jednak nie i uzbierało ich się ponad 200. Zaczęłam od pozycji spam i stwierdzam, że jednak chyba dobrze, bo reklamy angielskich blogów, z produktami na porost włosów, to niekoniecznie linki, jakie chciałabym widzieć na moim blogu :-) Zaśmiecanie nie sprzyja pozycji w googlach, więc moderację utrzymam. Co do publikacji tych zaległych komentarzy... Przy moim obecnym tempie to potrwa wieki :D
Prośba do tych czytelniczek, które są zorientowane w temacie - czy miałyście może silne, niespodziewane kołatanie serca, połączone z mocnymi dusznościami i problemami z oddychaniem? Niepokoić się słabo czy mocno, wpływem tych zjawisk na komfort porodu? O ile w ogóle o jakimkolwiek komforcie można mówić...
Spóźnionych życzeń świątecznych nie składam, wstyd mi, ale trudno, przeżyję. Wy również :))) Musiałabym odwiedzić facebooka, ale zapomniałam hasła... Szkoda słów ;-)

Link do części VII - klik

            Pożegnanie złośnicy (VIII)
Poranek był przepiękny. Na idealnie niebieskim niebie nie widać było ani jednej, najmniejszej chociaż chmurki, a słońce kładło złociste cienie na wciąż mokrą trawę i soczyście zielone liście drzew.
Joanna stała w otwartych drzwiach, w roztargnieniu podziwiając otaczający ją przepych przyrody i jednocześnie zastanawiając się, gdzie się podział Konrad oraz nocni goście. Owszem, zaspała, ale przecież ósma rano to wcale nie tak późna pora. W końcu wzruszyła ramionami i pomaszerowała do kuchni, by przygotować sobie kubek pobudzającej kawy. Zamiast się ubrać i przystąpić do pracy, rozłożyła koc na rozklekotanym fotelu, który stał na werandzie, chłonąc wszystkim zmysłami piękno dzisiejszego dnia. Po całej nocy opadów, przyroda jakby ożyła, choć nadal było gorąco i duszno. Nie zastanawiała się nad tym długo, bo co innego zaprzątało jej myśli. Wspomnienie tych kilku minut, gdy miała szaloną ochotę się z nim kochać, stanowiło jednocześnie źródło zakłopotania, jak i rozczarowania. Samą sobą, tym że tak szybko uległa i tym, że zakończenie było tak raptowne i nieoczekiwane. Poza tym wcale nie spała, gdy Konrad wrócił. Udawała. Uspokoiła swój oddech, zamknęła oczy i błagała w duchu, by się tego nie domyślił. Poszło łatwiej niż przypuszczała.
W jaskrawym świetle poranka, w samotności, pośród ciszy, która sama w sobie była specyficzną odmiana melodii, rozumiała jeszcze mniej. Gdyby tylko mogła odzyskać wspomnienia. Wtedy wszystko stałoby się o wiele łatwiejsze. Wytężyła umysł, szukając w nim jakiegokolwiek śladu dawnego życia. Nic z tego. Pamiętała rodziców, pierwszy rok na studiach, ale nic poza tym. To było frustrujące, a zapewnienia Konrada, że amnezja może minąć w każdej chwili wcale ją nie pocieszyły.
– Gdybym chociaż pamiętała czy go kocham – westchnęła, dopijając kawę. – Chociaż z drugiej strony jak wytrzymałabym z takim facetem, jeśli nic do niego bym nie czuła?