niedziela, 31 sierpnia 2014

Wakacyjna opowieść (III)

Zamącimy...

         Wakacyjna opowieść (III)
– Umówiłaś się z nim na kolację? – Dziewczyny z niedowierzaniem wpatrywały się w zdjęcie Mikołaja z tylnej okładki książki. – Z nim?!
– Z nim. Ale wolałbym tego drugiego – dodałam z melancholią.
– Daj spokój. Ten jest boski!
– No tak…
Spojrzałam na owsiankę. Jadłam ją na śniadanie odkąd pamiętam. Nie lubiłam, ale jadłam. Z czasem przepis opracowałam do perfekcji i stała się całkiem znośna. Albo po prostu się przyzwyczaiłam.
Tej nocy wyjątkowo źle spałam. Wcale nie miałam ochoty na spotkanie z Mikołajem. Byłam o to zła sama na siebie. Owszem, miło się na niego patrzyło i moje serce wyczyniało dziwaczne hołubce w jego obecności, ale chyba bardziej z powodu zauroczenia powierzchownością czy uśmiechem niż z głębszych powodów.
– Dziwne to życie – powiedziałam zamyślona. – Jeszcze dwa dni temu cierpiałam na całkowity brak faceta, a dziś muszę wybierać pomiędzy takimi dwoma egzemplarzami.
– Nie grymaś, bo szczęście się od ciebie odwróci.
– Nie rozumiem Bartka… – dodałam zasmucona. – Dlaczego za mną nie poszedł?
– Nie flirtowałaś przypadkiem z jego braciszkiem?
– Nic z tych rzeczy. Rozmawialiśmy o książkach.

piątek, 29 sierpnia 2014

Wygrana w formie e-booka.

Męczyłam się z trzy godziny :-)))

Z podziękowaniami dla Jolki, za pomoc przy korekcie tekstu.

A tutaj pobierzecie plik, zaznaczam, darmowy! - pobierz 

Dodam że jest wstawiony fragment, który wcześniej nie był publikowany. Przyjemności!!! 

I jeśli możecie zostawcie na wydaje.pl jakąś ocenę, opinię. Będę wdzięczna :-)))

czwartek, 28 sierpnia 2014

Ciemniejsza strona księżyca (VII)

Link do części VI - klik

PS. Trzymam kciuki za zdającą prawko :-D

        Ciemniejsza strona księżyca VII
– Sama już nie wiem, w której postaci bardziej mi odpowiadasz? – powiedziała zamyślona.
Dłonią błądziła po jego piersi. Przymknęła oczy i w myślach zaczęła recytować pewne zaklęcie. Tak na próbę.
Kilka sekund później Zack smacznie pochrapywał, z rozrzuconymi na bok ramionami, wciąż nagi, ze sterczącą dumnie męskością.
Katja roześmiała się cicho. Czyżby nawet teraz myślał tylko o jednym? Widocznie tak, bo niewątpliwie doświadczał właśnie potężnego wzwodu.
Niesamowite! Po całej nocy ostrego seksu, po tym, co zrobili przed chwilą, on wciąż był zdolny do kochania.
Wstała i podniosła z ziemi kraciastą koszulę. Trudno. Zostawi mu spodnie, ale musi czymś się zakryć. Latanie po lesie całkiem nago, wcale nie był kuszącą perspektywą.
Dopięła guziki i ruszyła wąską ścieżką, kierując się prosto do chatki Stefana.
Swoją drogą, ciekawe co porabiał jej drugi kochanek? Gdyby nie Zack, uznałaby, że jest rewelacyjny. Jednak z ojcem nie mógł konkurować. Odrobinę posmutniała, gdy przypomniała sobie Annę. Polubiła tę dziewczynę i nie chciała jej skrzywdzić. Tylko że Stefan wciąż nie zdołał scalić człowieka i budzącego się w księżycowe noce potwora. Albo inaczej, człowiek w ogóle nie potrafił okiełznać bestii, w którą się zamieniał. To w sumie tak, jakby to nie z nim się kochała.
Wzruszyła ramionami. Bezszelestnie weszła na werandę, potem do środka. W pierwszym momencie sądziła, że nikogo nie ma. Dopiero potem zauważyła skuloną postać, siedzącą w najciemniejszym kącie.
– Co się stało? – podeszła bliżej i kucnęła tuż obok.
Chłopak podniósł głowę i spojrzał na nią z prawdziwą, niekłamana rozpaczą.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Wakacyjna opowieść (II)

Korzystam z chwili wytchnienia i troszkę "sprzątam" na blogu. Poważniejsze porządki dopiero na jesień, poza tym przenoszę się na inną platformę. Mój ukochany oczywiście ledwo otworzył oczy, to pstryk i szlag mnie trafił, bo znów muszę oglądać kłamliwe, krzykliwe wiadomości albo durne, pozbawione sensu programy śniadaniowe. Na szczęście poszedł do pracy i mogłam włączyć najnowszą płytę Sylwii Grzeszczak. Pod tym względem stanowimy bardzo niedobrana parę ;-) Ja w niedzielę nie pracuję :-))) On, gastronomia, różnie bywa z wolnymi weekendami.
Przegrałam fotki z wakacji. Tak mi się smutno przy tym zrobiło... A na dodatek zaczyna boleć mnie gardło, niechybna oznaka zbliżającej się jesieni. Przynajmniej u mnie. Chyba poleżę dziś w łóżeczku, bo nie stać mnie na chorowanie w tygodniu.

U mnie za oknem pochmurno. A dla Was tekst poniżej. Nie za bardzo przyłożyłam się do korekty, więc możliwe błędy. W każdym (bądź) razie, o tym akurat pamiętam :-)))

          Wakacyjna opowieść (II)

Brak odzieży wierzchniej doskwierał jednak bardziej niż mogłabym przypuszczać. Miałam czarować Bartka w workowatych spodniach i zbyt obszernej koszulce? Nie ma mowy, postanowiłam, choć skoro spodobałam mu się przy pierwszym spotkaniu, to chyba nie miało znaczenia, co na siebie włożę? Olałam te przemyślenia i obeszłam każdy stragan na promenadzie. Potem podumałam i zaczęłam poszukiwania w centrum. Potrzebny był mi najzwyklejszy lumpeks.
Tym razem szczęście mi sprzyjało, bo nie dość, że takowy znalazłam, to jeszcze właśnie zaczęła się wyprzedaż po dwa zeta za sztukę. I pierwszym na co się natknęłam na wieszaku, była cudownie piękna sukienka, biała, seksowna, z delikatnej koronki, o głębokim dekolcie i idealnym kroju. Kiedy ją przymierzyłam, sama nie mogłam wyjść z podziwu. Pomyszkowałam jeszcze trochę i dorzuciłam dwie bluzeczki, dżinsy, które z łatwością mogłam przerobić na krótkie spodenki oraz bluzę w prześlicznym, błękitnym kolorze. Potem pomaszerowałam do sklepu, gdzie kupiłam paczkę proszku i płyn do płukania.
– Gdzieś ty dostała taką kieckę? – zachwycona Majka oglądała mnie ze wszystkich stron.

sobota, 23 sierpnia 2014

Wakacyjna opowieść (I)

A co Wam będę żałować. Opowiadanie krótkie, lekkie. Dla czytelniczki, która nieco się połamała z życzeniami powrotu do zdrowia.

      Wakacyjna opowieść I

Hołd na cześć wakacji. Cudownie jest siedzieć na ławeczce w cieniu, z widokiem na wzburzone morze, całkowicie samotnie, w ciszy bez słów i gwaru, przerywanej jedynie szumem fal… Popijając kawę i zajadając się marcepanowymi krówkami. Aż chce się pisać. Aż chce się żyć!

Leżałam na plaży, niemrawo przesypując piasek pomiędzy palcami.
Leżałam i rozmyślałam o własnym życiu. Niestety, wnioski do jakich dochodziłam, były tak dołujące, że od razu powinnam była zerwać się oraz ruszyć biegiem w kierunku morskich odmętów, w celu zakończenia tak żałosnej egzystencji.
W zamian za to zwlekłam się z ręcznika i poczłapałam w kierunku wynajętej kwatery.
Nie miałam faceta. Studia przerwałam po czwartym roku, na początku jedynie na kilka miesięcy, ale minęły dwa lata, a ja jeszcze nie wróciłam na uczelnię. Zarabiałam marnie, nadal mieszkałam z rodzicami. Ogólnie brakowało mi konkretnego celu. Przysłowiowym gwoździem do trumny były te wakacje. Namówiły mnie na nie koleżanki. Odłożyłam trochę grosza, spakowałam małą torbę podróżną oraz plecak i pewnego, słonecznego poranka wsiadłam do pociągu. Było wesoło, dopóki nie zgubiłam połowy bagażu. Na szczęście w plecaku miałam bieliznę, strój kąpielowy, jeden ręcznik i wszystkie kosmetyki. Z odzieży wierzchniej została mi tylko kusa sukienka na ramiączkach i rozczłapane japonki, kupione w markecie za pięć zeta. Od pierwszego dnia mieliśmy piękną pogodę, więc ten strój w zupełności wystarczył.
Niestety, przesadziłam ze słońcem. Biała z natury jak śnieg, spiekłam raka i czułam zdecydowany dyskomfort w pewnych częściach ciała. Zwłaszcza tych przeznaczonych do siedzenia. Odmówiłam wieczornego wyjścia na piwo i zasnęłam, szlochając w poduszkę. Kolejnego dnia padało, więc przeleżałam w łóżku, delektując się moją ulubioną lekturą. Nie, żadnym tam romansidłem czy mrożącym krew w żyłach horrorem. To była książka napisana przez znanego polskiego podróżnika. Trzeba przyznać, że nie tylko bywał w cudownych miejscach, ale i potrafił to wszystko bardzo interesująco opisać. Raz po raz zerkałam na tylną okładkę, skąd patrzyła na mnie roześmiana, opalona twarz, nieziemsko przystojnego rudzielca. Patrzyłam, wzdychałam i wracałam do czytania. Czasami rozmyślałam jakby to było, gdybym i ja mogła tak podróżować? W zasadzie to była jedyna rzecz, którą chciałabym w życiu robić. Niestety za słaba byłam na osiągnięcie tego celu.